Faworyt udokumentował swoją wyższość

dodano: 09.01.2017

Pomimo że za oknami aura iście zimowa, to w sobotnie późne popołudnie w hali Politechniki Lubelskiej było naprawdę gorąco. To wszystko za sprawą siatkarzy Pszczółki, którzy odnieśli pierwsze ligowe zwycięstwo w roku 2017. Choć zespół AKS-u V LO Rzeszów napsuł nieco krwi podopiecznym Sławomira Czarneckiego, ci ostatecznie cieszyli się ze zdobycia kompletu punktów.

SET I

Już pierwsze minuty spotkania zwiastowały wyrównaną walkę po obu stronach siatki. Przez większą część premierowego seta wynik oscylował w granicach dwóch, trzech punktów na korzyść Pszczółki. W kolejnych fragmentach meczu, dzięki dobrej dyspozycji Błażeja Czarneckiego w polu serwisowym, lublinianie sukcesywnie powiększali przewagę nad rywalem. Ostatecznie LKPS wygrał tę partię 25:14.

SET II

Do drugiej odsłony gracze z Koziego Grodu przystąpili w niezmienionym składzie. W szeregach gospodarzy prym wiódł Paweł Rejowski, który dobrze spisywał się zarówno w ataku, jak i na zagrywce, wywierając presję na przeciwnikach. Rzeszowianie spisywali się jednak zdecydowanie lepiej i to oni znaleźli się w uprzywilejowanej pozycji w końcówce seta. Przy stanie 23:19 dla AKS-u Sławomir Czarnecki poprosił o czas. Po powrocie na parkiet przyjezdni popsuli serwis, ale po chwili zatrzymali blokiem Błażeja Czarneckiego i tym samym doprowadzili do remisu.

SET III

Na rozstrzygnięcie trzeciej partii trzeba było poczekać w zasadzie do samego końca. W decydującym fragmencie tej odsłony najwięcej zimnej krwi zachował Wojciech Kasiura. Punkty tego zawodnika okazały się kluczowe. Co prawda goście mieli w górze piłkę setową, ale ostatecznie to ekipa z Koziego Grodu po raz drugi w tej konfrontacji wyszła na prowadzenie.

SET IV

Czwarta partia okazała się być ostatnią w całym meczu. Początek był dość wyrównany. LKPS wypracował sobie nieznaczną przewagę, ale potem gospodarzom przytrafił się słabszy moment i sześć oczek z rzędu zdobyli gracze z Podkarpacia. Dla Sławomira Czarneckiego to było zbyt wiele. Trener lublinian poprosił o przerwę. Po czasie gospodarze wzięli się za odrabianie strat. W końcówce siatkarze z Lubelszczyzny włączyli wyższy bieg i uzyskali minimalny bufor bezpieczeństwa, w postaci dwupunktowej przewagi. W ostatniej akcji spotkania gracze Pszczółki popisali się skutecznym blokiem, po którym w hali Politechniki zapanowała prawdziwa euforia.

POMECZOWY KOMENTARZ

Sławomir Czarnecki (trener LKPS-u): – Przed spotkaniem zajmowaliśmy drugie miejsce w tabeli, a zespół z Rzeszowa sklasyfikowany był znacznie niżej. Wydawać by się mogło, że przed nami łatwy mecz, ale nie ukrywam, że bardzo się go obawiałem i moje obawy okazały się być słuszne. Niestety, okres świąteczno-noworoczny to trzy tygodnie bez grania. Na dodatek mamy trochę problemów zdrowotnych, które między innymi przyczyniły się do naszej nierównej gry. Pierwszy set zagraliśmy kapitalnie, a potem niestety bardzo się mordowaliśmy. Summa summarum w starciu z Rzeszowem nieźle zagraliśmy blokiem. W mojej ocenie mecz był taki trochę szarpany, więc trudno mi powiedzieć, że cały czas w jakimś jednym elemencie prezentowaliśmy się bardzo dobrze. Może z wyjątkiem przyjęcia, gdzie nasza gra wyglądała całkiem nieźle. Falował za to nasz atak. Liczy się to, że wygraliśmy jako zespół i cieszymy się z kolejnych punktów, które dopisujemy na swoje konto. To jest najważniejsze.

NASTĘPNA KOLEJKA

W najbliższą sobotę podopiecznych Sławomira Czarneckiego czeka wyjazd do Ropczyc i konfrontacja z tamtejszymi Błękitnymi.

LKPS Politechnika Pszczółka Lublin – AKS V LO Rzeszów 3:1 (25:14, 20:25, 26:24, 25:21)

LKPS: Krzysztof Pigłowski, Rafał Kępka, Konrad Machowicz, Paweł Rejowski, Błażej Czarnecki, Maciej Kołodziejczyk, Dariusz Bonisławski (libero) oraz Wojciech Kasiura, Michał Antoszak, Paweł Dobrowolski, Paweł Toborek.

Autor: SS

*

VIDEO
ZOBACZ FILMY
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

mini ranking